Zakład Aktywności Zawodowej w Woli Dalszej

Jestem jednym z was

Zapraszamy do przeczytania artykułu który ukazał się w "Tygodnik Poradnik Rolniczy" - który opisuje historie tworzenia Zakładu Aktywności Zawodowej w Woli Dalszej.
Ta historia ma dwa początki. Jeden dramatyczny, drugi smutny. Ale jej ciąg dalszy przywraca wiarę w ludzi. Pierwszy początek to rok 2007. Andrzej Reizer, przedsiębiorca z Łańcuta, był wtedy o włos od śmierci. Lekarze zdiagnozowali rozwarstwiającego się tętniaka aorty. Kardiochirurdzy nie chcieli operować, uważali, że jest na to za późno. Trudnej i ryzykownej operacji ratującej życie podjął się doktor Mirosław Garlicki – znany szerokiej opinii publicznej jako doktor G. Od tamtej pory minęło już dziesięć lat. Andrzej Reizer, z którym spotykamy się w Zakładzie Aktywności Zawodowej w Woli Dalszej koło Łańcuta, tryska energią. Kieruje Fundacją "Contigo", dzięki której zakład może działać. – Dostałem drugie życie. Gdy po operacji dochodziłem do siebie, postanowiłem, że muszę zrobić coś dobrego dla ludzi – zaczyna swoją opowieść. Tak powstał zakład i prowadząca go fundacja.



Z osadników

Ale żeby w pełni zrozumieć, dlaczego tak się stało, trzeba cofnąć się jeszcze głębiej w przeszłość. Do drugiego, choć chronologicznie pierwszego początku. Pan Andrzej z wykształcenia jest mleczarzem, ukończył Zespół Szkół Spożywczych im. Tadeusza Rylskiego w Rzeszowie. Nie stracił zresztą kontaktu z branżą, bierze udział w przygotowaniach do zbliżających się obchodów 115-rocznicy powstania szkoły mleczarskiej. Przyjaźni się m.in. z Waldemarem Paziewskim, Antonim Kogutem, Tadeuszem Proczkiem i Szczepanem Skomrą, których nikomu, kto zna branżę mleczarską, nie trzeba przedstawiać. Do rzeszowskiej szkoły trafił jako młody chłopak z Albigowej pod Łańcutem. Jest potomkiem osadników z zachodu Europy, którzy zamieszkali przed laty w tej okolicy. Właśnie na tej podkarpackiej wsi tak naprawdę zaczęła się historia Fundacji "Contigo". – Mama wpoiła mi wrażliwość na krzywdę i biedę. Któregoś razu wysłała mnie do krewnych. Miałem wtedy kilkanaście lat, pracowałem w polu, trzeba było pożyczyć konia. Krewnych nie było w domu, w środku zobaczyłem tylko niepełnosprawnego chłopaka. Leżał w niewielkim łóżku, z powykręcanymi przez chorobę rękami, nie mówił. Ten widok mną wstrząsnął, mam go pod powiekami do dziś. Gdy jego matka szła do kościoła, musiała wysłuchiwać komentarzy: "Bozia ją pokarała, ma kalikę w domu". Jak tak można? Niestety, taki był odbiór. Dzieci chore były chowane po domach, nie miały szans na godne życie(...)




Tygodnik Poradnik Rolniczy nr 7 str. 16

Tygodnik Poradnik Rolniczy nr 7 str. 17
Dodano: 2018.02.18
Źródło: Artykuł udostpęniony dzięki uprzejmości "Tygodnik Poradnik Rolniczy"
Czwartek, 20 lutego 2020
Serdecznie zapraszamy!

Od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00 - 17:00

Zachęcamy do skorzystania ze specjalności baru, przepysznych potraw m.in. pierogi, krokiety oraz gołąbki.